W ubiegłą sobotę (2.04.2011) w „Atlas Arenie” w Łodzi odbyły się Mistrzostwa Polski DJ’ów „VChamps”.
Imprezę ocenić należy wysoko: począwszy od doboru gości z absolutnej światowej czołówki, poprzez bardzo dobrą organizację (Line-up „trzymany” z dokładnością w zasadzie co do minuty, telebimy obok głównej sceny, na których prezentowane były zzoomowane wyczyny DJ’ji na konsolach, możliwość zakupu koszulki promującej imprezę bezpośrednio z biletem, kilka stoisk z płytami i sprzętem DJ’skim), aż do koncepcji całego przedsięwzięcia (impreza a „Atlas Arenie” plus after party w klubie „Jazzga”). W moim odczuciu jedyne „ale” całej imprezy to frekwencja… Szacuję, że w kulminacyjnym momencie wieczoru na parkiecie bawiło się może 1000-1500 osób…
Cała impreza zaczęła się ok godz 15ej, kiedy to zaczęli prezentować się polscy DJ’e – pretendenci do tytułu Mistrza Polski. Niestety nie udało mi się zobaczyć żadnego z tych występów zatem z kronikarskiego tylko obowiązku nadmieniam, że zwycięzcami w odpowiednich kategoriach zostali: Chmielix (kat. „Scratch”), Pan Zimna Łapa (kat. „MIX/DVS”) oraz Nativizm (kat. „Digital”). Zwycięzcom gratulujemy!
Od godz 20ej ruszyła jednak ta część wieczoru, na którą większość z obecnych w „Arenie” czekała zdecydowanie najbardziej, tzn występy gwiazd ściągniętych z zagranicy, w tym 3ech legend hip-hopu zza Oceanu. Rozpoczął z bardzo dobrym funkowym setem jeszcze nasz rodak DJ Krime, a po godz 21wszej frekwencja pod sceną zdecydowanie się zwiększyła bowiem za konsolą stanęła legenda światowego DJ’ingu – DJ Qbert - to właśnie w tym momencie wieczoru pod sceną zrobiło się najbardziej „tłoczno”, chodź trzeba też przyznać, że cały czas otwarty był też jeden z sektorów trybun, z którego występy przez cały wieczór podziwiało kilkadziesiąt/set osób. Qbert zagrał wspaniale! Jego set to czysta idea turntablizmu, mnóstwo „sztuczek” DJ’skich, dodatkowo spora ilość scretchy. Set Qberta nie był długi (ok. 45-50 minut), ale moje subiektywne odczucie tego występu było takie, że patrzę oto na człowieka, który zainspirował dziesiątki, jeśli nie setki, przyszłych DJ’i – samo patrzenie na jego luz, spokój i ogromny profesjonalizm (myślę, że grałby z równym zaangażowaniem dla 10ciu osób) było dla mnie ogromnym przeżyciem / frajdą. Dodatkowo, Qbert okazał się cholernie sympatycznym gościem – najpierw podczas swojego setu rzucił do publiczności 3 czy 4 winyle ze swojej kolekcji, a około północy podszedł do kilku nawołujących go osób (w tym niżej podpisanego), a następnie przybijał z nimi piątki, robił wspólne zdjęcia i był skory do krótkiej wymiany zdań. Profesjonalista w każdym calu. Po Qbercie swój set zademonstrował DJ Kid Koala – przedstawiciel brytyjskiej wytwórni Ninja Tune (pierwszy artysta z Ameryki Płn, który podpisał kontrakt z tym labetem), znany m.in. z około-hip-hop’owego, abstrakcyjnego i niezwykle entuzjastycznie przyjętego projektu Deltron 3030. Jego set był zdecydowanie najbardziej dynamiczny, imprezowy i emanujący niesamowitą energią. Zresztą jako jedyny z wielkiej trójki, Koala do bezpośredniej zabawy zaprosił też publiczność, a nawet poprosił do siebie 3 osoby, które następnie prowadziły tzw. „pillow fight”, czyli walkę na poduszki (rzekomo wyniesione z hotelu). Jako trzeci z wielkich zagrał natomiast Dj Kraze, który wsławił się tym, że jako jedyny w historii 3 razy z rzędu zdobył Mistzostwo Świata DJ’i w najbardziej prestiżowej kategorii DMC. Jego występ z kolei był najbardziej klasyczny w rozumieniu hip-hop’owym, w secie nie zabrakło klasyków de la Soul, Gang Starr czy Dead Prez, czy też SKA the Upsetters bądź reggae Horace Andy’ego. Wszystko świetnie zmiksowane i doprawione największą dawką scretchy. Występ Kraze’a zakończył się około północy, a po nim zaprezentowało się jeszcze 3ech innych DJ’i (Sinden z Lodnynu, Feadz z Paryża oraz Krust z UK), których jednak niżej podpisany już nie widział.
Reasumując: pierwszorzędna inicjatywa, znakomity dobór gości – tak trzymać i oby tego typu eventów jak najwięcej. Jedyne zastrzeżenie – to chyba tylko zbyt duży optymizm organizatorów – okazuje się, że w kraju jak Polska organizowanie tego typu imprezy wypadło by zapewne o wiele bardziej okazale w mniejszym klubie / miejscu (nawet wielkości warszawskiej „Stodoły”) – w „Arenie”, kolosie mogącym pomieścić na tego typu imprezie pewnie z 10-15 tysięcy ludzi, ilość osób bawiących się 2giego kwietnia wyglądała czasem po prostu żałośnie. Wydaje się też, że liczba DJ’i - gości także ograniczona zostać powinna z 6ciu do góra 3-ech/4ech - wszakże podczas występu ostatniego z wykonawców, legendy drum’n’bassu – DJ’a Krusta na parkiecie bawiła się podobno jedna osoba.
Mateusz „Matt” Ochocki